wtorek, 26 maja 2009

I po wizycie

" Dawno nie widzialem Cie takiej szczesliwej" - to zdanie wypowiedziane przez mojego Slubnego chyba najlepiej oddaje, co sie u nas dzialo przez ostatnie dni.
Bylo wesolo, dni zaczynalismy wczesnie rano, a konczylismy bardzo pozno. Bylo duzo rozmow, smiechu, byla wypawa do Ikei i kilometry spacerow po okolicach. I byl dzien smutku, gdy sie dowiedzielismy, ze u mojego Taty nastapilo pogorszenie i pomalu zczelo do nas docierac, ze raczej moj Tatko, a tym samym i moja Mama juz do nas nie przyjada. Ale o tym kiedy indziej, najpierw Tatko musi wyjsc ze szpitala i dojsc do siebie i wtedy bedziemy sie martwic.
L przyjechala z jednodniowym opozniem, bo tuz przed chrzcinami sie rozchorowala.
Zas co do chrzcin, to stwierdzilam, ze czlowiek nie potrzebnie zrywa sie rano, stoi godzinami w kuchni by przygotowac wszystko jak nalezy, a goscie albo sie nie pojawia albo ci co sa to i tak beda wybrzydzac i marudzic. I przyszlo zastanowienie po co to wszystko ??
Gdyby nie to, ze byla Mama i L to pewnie cala ta farse po chrzcie bym odwolala. No nic, zawiodlam sie strasznie na Tesciach i boje sie tylko, ze z mojej strony duzo musi wody uplynac by bylo w miare dobrze. Narazie nie chce ani Ich widziec ani slyszec. Szala z gorycza sie przelala. I tylko zal mi Slubnego, bo przeciez to Jego Rodzice i tak byc nie powinno, a jest zimno i nie milo i nawet slepiec by zauwazyl ze cos zlego sie dzieje.
:((

I jeszcze slowko co do chrztu - chrzest odbyl sie w sobote o 15. Bylismy tylko my i ksiadz. Zostalismy poproszeni o zajecie miejsc przy oltarzu, bo tuz przy stole stala chrzcielnica. Ksiadz ( Polak, mimo iz prowadzi niemiecka parafie) odprawil bardzo ladne krotkie nabozenstwo. Mial super kazanie i jeszcze piekniejsze zlozyl nam podziekowanie za przyprowadzenie naszego drugiego synka do swiatyni. Fajnie tez zachowal sie w stosunku do Starszaka, ktory pokazal swoje rozki biegajac w kolko po kosciele. Bylam pewna, ze zwroci Mu uwage, a On wszystko to bral na smiech. Zas maly bohater sobotniego dnia chrzest przespal i obudzil sie dopiero na sesje zdjeciowa. I tylko na koniec nas przeprosil, ze nie moze o nas przyjsc na umowiona kawe, bo nagle cos Mu wypadlo. Ale obiecal, ze po wszystkim i tak do nas przyjdzie i wtedy wypije zalegla kawe. Milo...

2 komentarze:

  1. A., a u nas polowa gosci zmyla sie jeszcze zanim ceremonia sie skonczyla. I wiesz dlaczego? ZEBY OBEJRZEC MECZ W GLASGOW!!! WLACZNIE Z CHRZESTNYM, ktorego Teri widziala tylko raz w zyciu i tylko podczas chrztu, bo pomimo iz przyjezdza do Glasgow po 2 razy na miesiac, to twierdzi, ze nie ma jak do nas dojechac z Walii. Grrrr! Cos mi sie niestety zdaje, ze to chyba jest normalka w obecnych czasach, ze drugie dziecko jest olewane i bardzo mi szkoda Mlodszego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się, że jesteście zadowoleni :) Przykro mi z powodu taty oraz teściów, przytulam :(
    Co do chrztu to mieliście naprawdę uroczyście :) U nas i u mojej siostry obaj księża "odwalali" na szybkiego i byle jak, zdziwiona byłam i rozczarowana trochę, ale trudno.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń