Na poczatku Was przeprosze za moja nieobecnosc zarowno na Waszych blogach jak i na moim ale od przyjazdu z Pl musze odzwyczajac Mlodszego od noszenia. Tam kazdy Go nosil, calowal, tulil, rozpieszczal, a Ten to rewelacyjnie wykorzystywal i teraz dalej chce z tego korzystac... Ale nie ze mna te numery, teraz wlasnie pokazalam Mu jaka ciekawa moze byc zabawa z koldra, wiec mam jakies 5 minut spokoju :D
Dzis mija 6 dzien jak nie widze Taty, tesknie za Nim okropnie. Poczatkowo zaczelam zalowac, ze wzielam Starszaka do Dziadka, bo On teraz nie chce slyszec, by Dziadek do Niego przyjechal. Ale gdy Mama w niedziele powiedziala mi, ze stan zdrowia Taty polepszyl sie na tyle, ze w koncu mozna mowic o Jego wyjsciu ze szpitala, zrozumialam, ze ten wyjazd byl najlepszym lekarstwem dla Niego. Rzeczywiscie wnuki potrafia czynic cuda. Zreszta na ten temat tez rozmawialam z lekarka, ktora tez mi podziekowala, ze przyjechalismy. A Starszak, mam nadzieje, ze sie jeszcze do Dziadka przekona, juz ja tego dopilnuje.
A teraz ciag dalszy opowiesci, co tam w PL:
Od samego poczatku Mama z Ciotka truly mi bym napisala do Brata, bym do Niego zadzwonila, przeszla sie, bo On na mnie czeka ale sie pierwszy nie odezwie. Ja bylam uparta, bo powiedzialam, ze skoro chce sie spotkac to zna moj numer, ja juz napewno pierwsza sie nie odezwe. I bylam twarda, choc to bolalo, tymbardziej, ze On mieszka klatka obok moich Rodzicow, wiec to tylko rzut beretem. Mimo to nie mialam zamiaru robic poraz enty pierwszego kroku.
Mama probowala wszystkiego by mnie namowic na spotkanie i nawet poprosila, ze moze w takim razie Ona sama przejdzie sie do Brata ze Starszakiem, by chociaz On, gdy widzi zdjecie nie mowil Pan tylko Wujek. Ale sie na to nie zgodzilam i kategorycznie zabronilam, bo to ja chcialam przedstawic Bratu moja Rodzinke.
Pomalu mijal tydzien naszego pobytu w Pl. Pech chcial, ze w rocznice naszego slubu, gdy mielismy tyle planow, ja sie rozchorowalam i jak tylko wrocilismy od Taty polozylam sie spac. Mama wziela Strszaka na zakupy, a Mezulo zajal sie Mlodszym.
W sobote rano czulam sie juz znakomicie i z humorem weszlam do pokoju Mamy. Patrze, a tam zdjecia Bratanka. Jak to ?? Skad one?? Przeciez od prawie tygodnia nie widziala sie z Bratem. I wyszlo szydlo z worka. Mama niby wziela Starszaka na zakupy ale najpierw poszla z Nim do Brata. Jak sie o tym dowiedzialam, to od razu kazalam sie ubierac chlopakom, Mezulka wyslalam po auto, a sama zaczelam pakowanie. Kiedy ja sie pakowalam i krzyczalam na Mame jak bardzo sie na Niej zawiodlam, przyszedl moj Brat.Poraz pierwszy od ponad 4 lat Go zobaczylam. Ale ze przyszedl w nieodpowiednim momencie powiedzialam Mu, ze sie spoznil o jeden dzien. Pozniej obydwoje zaczelismy na siebie krzyczec, oskarzac sie, zarzucac sobie wszystko, az w koncu On trzasnal drzwiami, ja sie spakowalam do konca i wyjechalismy. Choc dobrze wiedzialam, ze wrocimy, chcialam poprostu pokazac Mamie, do czego moga doprowadzic Jej klamstwa. Oczywiscie to Ja niczego nie nauczylo, widac w tym wieku juz za pozno na jakiekolwiek lekcje...
Slubny zadzwonil do Mamy ze wracamy i ze chce spotkac sie z moim Bratem, by ta Ich ze soba umowila.
I tu taka mala lekcja dla mnie - nie wypuszczac faceta rano na powazne rozmowy, bo skoncza sie wypiciem zbyt duzej ilosci piwa :D
Ale rozmowa podzialala, choc moj Brat na pytanie dlaczego chce sie ze mna pogodzic, stwierdzil, bo chyba tak nalezy, a nie dlatego bo ma taka potrzebe. Ach... nie czepiajmy sie szczegolow, no nie??
Umowilismy sie na 16, na grilla. Zaczelismy wszystko od poczatku, bez co bylo, ble ble ble. Narazie jest mi z tym dobrze. Ciesze sie, ze poznalam Bratanka. Oczywiscie Oni byli pod wrazeniem, ze Go biore na rece, ze caluje, ze czule do Niego mowie, ect. Oni, Rodzice raczej zimni, ktorzy czekaja tylko by dziecko jak najszybciej zasnelo. Probowalam Im wytlumaczyc, ze dziecko w tym wieku potrzebuje 3 razy wiecej czulosci i przytulania niz kobieta ale najwidoczniej moja Bratowa nie potrzebuje az tyle zainteresowania ze strony meza, skoro ma takie podejscie do dziecka. No nic, to naprawde nie jest temat na ta notke.
Pozegnanie z Jego strony bylo raczej zimne, to ja sie do Niego przytulilam i powiedzialam do zobaczenia Brat.
Co bedzie dalej- zobaczymy, choc juz probowal zarzucac mi, ze nie bylam u Taty na poczatku choroby. Ale nie pozostalam dluzna, juz nie pozwole obrzucac tylko mnie blotem... i On to chyba zobaczyl, bo zamilkl.
Narazie moge powiedziec - Misja pogodzenie z Bratem - zakonczona i to zakonczona pozytywnie.
A moj Tata jak sie o tym dowiedzial powiedzial, ze teraz ma po co zyc, ze w koncu Bog wysluchal Jego modlitw.
Oby tak dalej....
cdn




Troche się nastresowałaś, ale dobrze się skończyło :) no i najważniejsze, że widzieliście swoje pociechy nawzajem :))) i dobrze że wcześniej pierwsza ręki nie wyciągałaś. Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąż galszy :)))
OdpowiedzUsuńCalkowicie popieram Twoje podejscie do sprawy. Dobrze, ze wszystko juz jest mniej wiecej OK. Bardzo sie ciesze, ze Tata juz lepiej sie czuje. Bedziecie w pazdzierniku?
OdpowiedzUsuńAsiu a Twój brat jest od Ciebie młodszy? Bo ja mam wrażenie, że piszesz o jakimś upartym małolacie...bez urazy oczywiście. Cieszę się, że jest między Wami już zgoda.
OdpowiedzUsuńNo i dużo zdrówka dla Twojego Taty życzę!
Pozdrawiam
Justyna
Bardzo sie cieszę, że z bratem jakoś ta sprawa sie rozwiązała, szkoda, że brat ogólnie tak do tego podszedł jak pisałas, ale dobre i to...u mnie w tej kwestii nic się nie zmieni, na dodatek doszła jeszcze siostrzenica, która z nami mieszka...heh...ale trzeba walczyc o swoje prawda?...tak było trzeba niestety...bardzo sie cieszę że u Was się ułożyło- pozdrawiam
OdpowiedzUsuń