piątek, 15 października 2010

AZS


czyli atopowe zapalenie skory. Taka niezbyt mila przypadlosc, ktora dotknela nas gdy Mati mial miesiac. I zaczela sie codzienna pielegnacja, codzienne kremowanie. Rano, wieczorem czasem popoludniu czasem w poludnie. Kremowanie, smarowanie, kapanie w oliwie z oliwek. Krem jeden, drugi, trzeci. Jeden na cale cialo, jeden na oczy, jeden na zgiecia. Duzo tego. I tak codziennie.
Dzieci z tym uczuleniem wysyla sie do sanatorium ale nie nas, bo my mamy jeszcze ten delikatny przypadek z szansa znikniecie, tyle ze tu nic nie znika. Tyle, ze jak idzie zimno to jest gorzej. Oczy sa coraz bardziej czerwone, coraz bardziej podkrazone, jakby Matula plakal caly czas. Tyle, ze uczulenie nie znika i swedzi i przeszkadza, a czasem i budzi. I nie ma zmiluj sie, trzeba kremowac, bo jesli jeden raz nie zrobimy tego to wysypka bedzie bardziej uciazliwa i cala praca, cale nasze dbanie poszloby na marne.
Caly czas zastanawiam sie jak do tego doszlo, przeciez przy pierwszej ciazy bylam taka ostrozna, moj jadlospis byl tak ulozony by nie uczulac, by nie zaszkodzic, a tu dupa. Czlowiek moze sie starac, moze sie dwoic, troic, a to ciulstwo i tak sie pojawi i pojawi sie zawsze u tego kogo najbardziej kochamy : (

2 komentarze:

  1. Rodzynko, wspolczujemy bardzo. Mozemy sie tylko domyslac jak bardzo jest to uciazliwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana myślę ze nie miałaś wpływu na to w ciąży, biedny synek się męczy, miejmy nadzieję ze w końcu mu minie, buziaki

    OdpowiedzUsuń