
Zaczynam lubic ten kat u chlopcow w pokoju, siadam na trampolinie i stukam w klawiature. Ich chrapanie jest jakies magiczne :) a ja ostatnio jestem w nastroju do rozwazania. To chyba przez to, ze za kilka tygodni zmienie dwojke na trojke, co mnie troszke przeraza.
Czemu ?? Sama nie wiem...
Przeciez tak naprawde nic sie nie zmieni, dalej pozostane ta sama Rodzynka co jestem. Nagle z dnia na dzien nie przybedzie mi ani siwych wlosow ani zmarszczek na czole. A nawet gdyby to ja nie z tych co sie takimi pierdolami przejmuja.
Ale mimo to jakos tak mi dziwnie. Robie bilans zycia. Robie plusy i minusy tego co mam, co osiagnelam, co zaniedbalam. I jak ?? I siak. Ani dobrze ani zle. Procz Dzieci, Meza, mieszkania nie osiagnelam nic.
Kiedys, gdzies tam pracowalam ale zwolnilam sie w momencie w ktorym ta cala praca zaczela mnie nudzic. Uczylam sie, wkuwalam, na wagary nie chodzilam, egzaminy zdawalam i oblewalam ( z naciskiem na to drugie ), wiem co to jest sesja poprawkowa.
Ranilam, zachowywalam sie jak idiota chca poderwac tego czy tamtego. Wypisywalam, wygadywalam rzeczy tak glupie, ze teraz na sama mysl o tym robie sie czerwona ze wstydu :/
Zapoznawalam ludzi i bylam pewna, ze to znajomosci na cale zycie i tu wielkie rozczarowanie.
A najwieksza moja porazka jest chyba moj Brat i kontakt z moim Rodzicami, taki odlegly, taki bez emocji, taki :(
Ale mam tez kilka sukcesow. Moja Rodzinka. Kontakt z moim Slubnym. O takim Facecie zawsze marzylam, bo wiem ze na Nim zawsze, egal co zrobie, zawsze moge liczyc. I moi Chlopcy, na ktorych wieczorem zawsze musze krzyczec, by posprzatali, by nie wariowali, by sie przebrali, zjedli kolacje, umyli zeby, pomodlili sie i poszli spac. Ale bez tego byloby jakos tak nudno, jakos tak nie dzieciowato.
Internet i Wy - Ania, Monika, Mycha, teraz tez i Slaba. Dzieki Wam znow zaczynam wierzyc w kontakt z ludzmi.
I moj cel, ktory malymi kroczkami osiagam - w koncu tutaj zaczynam czuc sie jak u siebie. W koncu po 6 latach zaczelam mowic po niemiecku. W koncu mam tu znajomych polskich, niemieckich, rosyjskich. W koncu sie usmiecham, tak szczerze. W koncu zyje.
Ogolnie bilans nie wychodzi az tak zle, cele do 30-tki zrealizowane. Cele na 40-tke to chyba tylko wlasny domek z ogrodkiem i by z kury domowej przemienic sie w pracujaca mame, no i moze jeszcze coreczka :) I oczywiscie zdrowym byc, miec zdrowego Meza i zdrowe dzieci...
A poki co ciesze sie ostatnimi tygodniami z dwojka na przodzie :)




dla mnie zmiana z jedynki na dwójkę też była troszkę taka 'stresująca'. ;-) tak mi się dziwnie tą liczbę wymawiało i w ogóle. przyszło co do czego i jest fajnie. ;-)))
OdpowiedzUsuńmoim zdaniem najważniejsze jest to, co dobre. to, co złe było, czegoś nas nauczyło i sobie poszło, choć zostało głęboko w nas, to tego już nie ma. i własnie- trzeba się uśmiechać, tak szczerze, tak do życia. : )
spragniona życia.
A mnie aż zatkało - jak to zmienisz dwójkę na trójkę - czy ja o czymś nie wiem??? :))) Naprawdę o ciąży myślałam :D :))) Faktycznie przeskok w kolejne dziesięciolecie nastraja refleksyjnie, ale tak jak piszesz wiele sie zmieniło na plus i wszystko przed Tobą stoi otworem :))) Ciesze sie ze znów piszesz :))) buziaki
OdpowiedzUsuń