
Planowo w tym tygodniu mieli przyjechac moi Rodzice. Plany, niestety jak zwykle, ulegly zmiany o czym juz pisalam. Jest to dla mnie dosc trudny tydzien. Jak Mati poszedl do przedszkola zaczelam sobie wyobrazac jak to bedzie fajnie, jak Oni przyjada, jak rano z Mama, a popoludniu i z Tata bede szla po Matule. Juz sie cieszylam na kupowanie codziennie swiezyc bulek w piekarni, juz widzialam te radosc Matuli jak widzi Babcie i Dziadka. Juz w glowie ukladalam sobie zdania, ktore bede mowic Nauczycielce na pytanie kim sa Starsi Panstwo...
No nic, nastepnym razem, za jakies 4 m-cy...
Tyle, ze teraz naprawde Ich potrzebuje. Nie mam zbyt dobrego kontaktu z Mama, z Tata prawie zawsze mialam rewelacyjny. I juz przyzwyczailam sie do naszych jesiennych spacerow.
Kurcze, teraz kiedy wiem, ze nie przyjada jest mi strasznie smutno i teraz jak nigdy czuje sie bardzo samotnie. Tak rzadko sie widujemy, nawet nie wiem kiedy napewno sie znow zobaczymy.
Teraz, jak nigdy bardzo za Nimi tesknie.
Takie chwile uswiadamiaja mi, ze tak naprawde nie do konca udalo mi sie opanowac tesknote. A bylam pewna, ze juz sobie z nia poradzilam, ze nauczylam sie z nia zyc.
Jest mi z tym zle...
Mieszkanie mam wyszorowanie jakby jednak mieli sie pojawic. Wszystko przygotowane, no z wyjatkiem miejsca w szafie ale to w tym przypadku zbedne...
Przygotowane tez wszystko na urodziny Starszaka. Czeka mnie tylko gotowanie i dmuchanie balonow.
I tylko zebym sie nie rozbeczala w sobote, w ten dzien przeciez mielismy byc wszyscy razem... Gryy te przeklete pieniadze...




Przytulam!
OdpowiedzUsuń